|
| Oferta współpracy |
Zapraszam do
współpracy gabinety
lub osoby
z innych miast |
| czytaj tutaj | |
Prądy Bernarda wyleczą tarczycę
Tradycyjne
leczenie farmakologiczne wola, tj. powiększonego gruczołu tarczycy,
polega na podawaniu leków przeciwtarczycowych, gdy mamy do czynienia z
jego nadczynnością lub tyroksyny (jednego z hormonów tarczycy), gdy
jest obojętne. Rzadziej, i głównie u dzieci, w leczeniu wola obojętnego
stosuje się jod. Istotne, by terapię rozpocząć jak najprędzej, gdyż
zwiększa to jej skuteczność.
Czasem leki nie wystarczają i potrzebna jest
operacja. Chirurgiczne leczenie chorej tarczycy polegające na usunięciu
nadmiaru tkanki gruczołu przeprowadza się, kiedy wole uciska tchawicę
lub sąsiadujące żyły i gdy zawiera podejrzane guzki. Coraz więcej osób
przekonuje się, że sposobem, który pozwala zawczasu poskromić
"złośnicę" i tym samym zapobiec rozwiązaniom ostatecznym, jest
elektrostymulacja.
Czy uwierzyć w prądy?
Pani Jolanta Jakubowska, trzydziestoparoletnia
fizyko-terapeutka, większych problemów ze swym zdrowiem nie miała.
Czasami tylko
przeszkadzał jej niepokój i nerwowość. Problemy miała z córką, właśnie
dlatego zjawiła się w moim gabinecie. - U mojego dziecka stwierdzono w
11. roku życia wole guzkowate (duża liczba autonomicznych guzków, które
wymknęły się spod
kontroli organizmu i produkują zbyt wiele hormonów). Wieloletnie
leczenie euthyroxem spowodowało pojawienie się guzków w drugim płacie
tarczycy. Córka miała nie tylko obrzmiałą szyję, ale też ciągle się
pociła,
była przemęczona. Minęły 4 lata, a farmakologiczne leczenie nie
przynosiło rezultatów.
Od jednej ze swoich pacjentek dowiedziałam się o leczeniu chorób
tarczycy metodą Zenni,
wykorzystującą bezinwazyjne prądy Bernarda. Wiedziałam, że to nie może
zaszkodzić mojemu dziecku, bo sama stosuję je niekiedy u moich
pacjentów.
Na czym to polega?
Prądy Bernarda, zwane diadynamicznymi, od dawna znane
są w fizykoterapii. Poprzez modulację ich natężenia osiągnąć można
różne efekty terapeutyczne. Działają przeciwbólowo, rozszerzają
naczynia
krwionośne oraz zmniejszają napięcie mięśni szkieletowych, co sprawia,
że wykorzystywane są chętnie do leczenia nerwobólów,
zaburzeń krążenia obwodowego, urazów stawów, mięśni i ścięgien.
Dotychczas stosowano je jednak tylko jako zabiegi "minutowe" w
miejscach zmienionych chorobowo.
Czym różni się metoda Zenni? Polega na kombinacji
prądów Bernarda i prądu galwanicznego, do zabiegu wykorzystuje się
zmodyfikowany aparat.
Jak wygląda terapia? Pacjenta podłącza się do urządzenia. Jedną
elektrodę emitującą impulsy elektryczne przykłada się do kręgosłupa,
drugą w punktach, zależnych od
typu schorzenia: czole, szyi, karku, lędźwiach (terapia jest
bezbolesna). Prąd stymuluje centralny układ nerwowy, który reguluje
pracę narządów,
w tym tarczycy, i powoduje prawidłowe wydzielanie hormonów (prowadzi w
konsekwencji do samoleczenia organizmu).
40-minutowy seans zalecany jest raz w miesiącu przez 5 miesięcy. Pani
Jolanta przyjeżdżała z córką na zabiegi trzy razy. Sama też poddała się
dwóm zabiegom, przykładając elektrody do głowy oraz krzyża. Efekt był
natychmiastowy. Nie denerwuje się tak jak wcześniej. Wykonane u córki
USG wykazało, że guzki zmniejszyły się o pół centymetra,
a poziom hormonów powrócił do normy. Kontynuuje więc leczenie. A
wszystko za zgodą endokrynologa, który polecił odstawić dziecku leki.
Z Australii do Polski
Przywracającą sprawność chorej tarczycy metodę Zenni
po raz pierwszy zastosowano na kontynencie australijskim w 1990 roku.
Szybko zdobyła sobie popularność, gdyż wielu pacjentkom pozwoliła
uniknąć operacji tarczycy. Docenili ją również australijscy lekarze. 8
lat później, w 1998 roku, jej twórca Wiktor Żenni zdobył doktorat
naukowy
Colombo University. Od 6 lat próbuje rozpowszechnić swą metodę w Polsce, także
poprzez studentów, których nauczył ją stosować.
Życie na gorąco
|